Kamila Malinowska, lat 27, singiel i pracoholiczka. – Tak właśnie można było ją scharakteryzować w jednym zdaniu. Żałosna beznadziejna prawda. I właśnie dlatego siedzi teraz na dworcu i czeka na coś, co może nie odmieni jej życia, ale na pewno choć na chwilę wyswobodzi ją z kilkumiesięcznego już cyklu „praca-sen-praca”. Za chwilę przyjedzie pociąg, wsiądzie do niego, a za kilka godzin będzie na miejscu. Ta myśl była dla niej przerażająca i podniecająca jednocześnie, nawet nie mogła określić, które uczucie dominowało. Szaleństwo.
Dlaczego to robi? Otóż wszystko zaczęło się tydzień temu, podczas jej urodzin w biurze, oczywiście jedynych, jakie zamierzała urządzić. Kierowała dziesięcioosobowym zespołem i niedawno zakończyli ważny projekt. Te kilka miesięcy dało wszystkim kość, zwłaszcza, że Kamila nie zwykła chodzić na ustępstwa i dopracowywała wszystko do perfekcji. Ale udało się, wszyscy bardzo się zżyli i pewni dlatego zespół odważył się zaproponować swojej szefowej lekko kontrowersyjny wyjazd…
„Odkryj siebie, zrelaksuj się, pozbądź się zahamowań” – tak głosiła ulotka kilkudniowego kursu miłości. W programie rozmowy z sexuologiem, wykłady o afrodyzjakach i przede wszystkim swobodna rozmowa w grupie. – Nie ma w tym nic nieprzyzwoitego – pomyślała, ale miała przeczucie, że coś może się wydarzyć. A może nie było to przeczucie, tylko po prostu natura dawała o sobie znać. Uśmiechnęła się do tej myśli.
Nie wahała się już, spodobał jej się ten wyjazd i postanowiła wykorzystać tą przerwę w pracy jak najlepiej. Uśmiechała się szelmowsko i nie zauważyła, że dokładnie naprzeciw niej stoi mężczyzna, który intensywnie się jej przygląda i odwzajemnia uśmiech, który wziął za skierowany do siebie. Read the rest of this entry »
read comments (0)Po porannym sexie z alfonsem szybciutko zjadłam śniadanie i wróciwszy do pokoju próbowałam ułożyć wiadomość dla Thomasa, ale szło mi to strasznie opornie. Udało mi się sklecić zaledwie trzy zdania, ale powinno wystarczyć. Miałam jeszcze dwie godziny do rozpoczęcia pracy, pobiegłam więc na poszukiwanie automatu telefonicznego. W sklepiku z gazetami kupiłam kartę telefoniczną i z wypiekami na twarzy wykręciłam numer. Odebrał po trzech sygnałach. Przedstawiłam mu się i wydukałam, że w poniedziałek mam wolne i mogę się z nim spotkać. Sądząc po tonie jego głosu, to chyba się ucieszył. Podałam mu adres, gdzie mieszkam i godzinę osiemnastą. Powtórzył, więc chyba zrozumiał. Na wszelki wypadek powtórzyłam, że chodzi o poniedziałek. Cieszyłam się jak głupia na te spotkanie.
Tylko czy przyjdzie? Chyba mnie już całkiem popierdoliło. Nie dość, że kilkanaście razy dziennie zdradzam męża, kocham się codziennie z Alexem, który traktuje mnie jak swoją kobietę, to jeszcze chyba zakochałam się w chłopaku prawie dwa razy młodszym ode mnie i pragnę go jak jasna cholera.
Wracając wstąpiłam do drogerii gdzie kupiłam sobie ognisto rudą farbę do włosów, balsam do ciała, krem na rozstępy i krem do ujędrniania i obkurczania biust, bo zamierzałam zacząć chodzić do pracy bez stanika, co zresztą dzisiaj od razu zrobiłam. Nie było to dla mnie zresztą nic nowego, bo na gospodarstwie rzadko go używałam. Zawiązałam po prostu koszulkę na supeł poniżej biustu i to zupełnie wystarczyło by był właściwie wyeksponowany i nie dyndał na wszystkie strony. Read the rest of this entry »